Polscy politycy i papież(e). Po co jeżdżą do Watykanu, co słyszą podczas audiencji?

Jeżdżą wszyscy. I ci z prawa i z lewa, wierzący i otwarci ateiści. Żarliwi katolicy i niepraktykujący. Każdy polski premier i prezydent przy najmniej raz złożył wizytę w Watykanie. Niektórzy Stolicę Apostolską wybierali nawet jako pierwszy cel na mapie swoich zagranicznych podróży.

Śledząc relacje Polska – Stolica Apostolska (parę razy udawało mi się to zobaczyć nawet z całkiem bliska) mam wrażenie, że z większości tych wizyt nic konkretnego nie wynika. Jak to powiedział mi parę lat temu akredytowany w Sala Stampa znajomy dziennikarz „kiedy żył Jan Paweł II wasi politycy przyjeżdżali jak do starego wujka w sentymentalne odwiedziny, teraz (a były to czasy pontyfikatu Benedykta XVI) zaglądacie tu jak do muzeum”.



Niestety, zgadzam się z taka diagnozą, bo ilość wizyt a co za tym idzie audiencji, które przebiły się „do świata” można policzyć na palcach jednej ręki. Tych przełom owych było niewiele. Na pewno należała do nich wizyta pierwszego niekomunistycznego premiera z Europy Wschodniej,
Tadeusza Mazowieckiego, ale poza kontekstem politycznych i symbolicznym ( miała miejsce w październiku 1989 roku kiedy Blok Wschodni był faktem nie tylko na mapach politycznych świata) wszyscy pisali także o spotkaniu „starych znajomych”. Co ciekawe, premier Mazowiecki zabrał w roli swojego „doradcy” dominikanina, o. Macieja Ziębę.

Kilkanaście lat później (w 2010 r.) pierwszy premier RP sam w roli doradcy towarzyszył Prezydentowi Polski i wręcz nakazał mu powiedzieć Benedyktowi XVI, że między Kościołem a państwem dobrze się nie dzieje. Dlaczego? O tym za chwilę, teraz jeszcze trochę o odwiedzinach u naszego Jana Pawła.

Pomijając lata 90.te, które upływały na czynieniu sobie wzajemnych uprzejmości (ponoć mistrzami w tym byli politycy o PZPR-owskim rodowodzie) żadna z oficjalnych wizyt nie przebiła się do światowej opinii publicznej ze względu na podejmowane tematy czy omawiane globalne problemy. Jeśli już, to na uwagę zasługiwało to co sam Jan Paweł II miał do powiedzenia w kwestii polityki rozumianej jako dobro wspólne (przemówienie w polskim Sejmie) czy aspiracji europejskich (sławne „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej).

Na kolejne spotkanie w Watykanie uznane przez stronę kościelną z międzynarodowego punktu widzenia za ważne trzeba było czekać do 2004. Wtedy to Marek Belka usłyszał, że papież jest „wdzięczny polskiemu Rządowi i Parlamentarzystom za zaangażowanie na rzecz wpisania do Traktatu Konstytucyjnego UE wartości europejskich, u których podstaw leży chrześcijańska wizja człowieka i polityki”. Po latach premier Belka sam mi przyznał, że ta papieska pochwała trochę go zaskoczyła.

Cóż, właśnie za sprawą polskiego papieża najpierw lewicowy (a nawet w
kręgach kościelnych zwany otwarcie postkomunistycznym) prezydent Kwaśniewski okazał się jedynym przywódcą, którego Głowa Kościoła zaprosiła na rozmowę i przejażdżkę do papamobile. Także w tak otwarty sposób jedynym rządem pochwalonym w komunikacie prasowym Stolicy Apostolskiej i to za zaangażowanie na rzecz chrześcijańskiej Europy został właśnie lewicowy gabinet.

Ciekawy kontekst miała także wizyta Bronisława Komorowskiego u Benedykta XVI w październiku 2010 r. Prezydent Polski, nauczony doświadczeniem zakończonej parę miesięcy wcześniej kampanii wyborczej, postanowił podczas audiencji zapytać papieża o jego wizję relacji państwo - Kościół. Kiedy o tym poinformował polską ambasador przy Stolicy Apostolskiej, Hannę Suchocką, ta wyraziła zdziwienie i jednocześnie przestrzegła niegdysiejszego swego kolegę z rządu i podwładnego sugerując, że w Watykanie akurat na takie uwagi nikt nie czeka.

Prezydent Komorowski postawił jednak na swoim i w prywatnej części spotkania z Benedyktem powiedział, że w Polsce narasta napięcie w relacjach państwo – Kościół wynikające z wpływania strony kościelnej na decyzję polityczne, roli Radia Maryja i otwartego politycznego zaangażowania części duchowieństwa. Jak sam potem wspominał Benedykt XVI najpierw wysłuchał jego uwag a potem powiedział, że jako świadek i uczestnik Soboru Watykańskiego II podziela wizję relacji państwo – Kościół opartych na życzliwej autonomii i faktycznym ale przyjaznym rozdziale tego co polityczne od tego co kościelne.

Na tle tych przykładów wizyta Premier Szydło również zasługuje na uwagę. Choć jej główną treścią i tzw. przekazem dnia miało być stwierdzenie, że polski rząd dołoży wszelkich starań i faktycznie zapewni optymalne przygotowanie Światowych Dni Młodzieży to jednak jak poinformowało biuro prasowe Watykanu mówiono także o konkretnych problemach, w tym jak politycy mogą wspierać rodziny i uchodźców.

Dla nikogo w Watykanie, zwłaszcza po artykule Andrea Tornielliego w Vatican Insider, nie było zaskoczeniem, że polski rząd w przeciwieństwie do Watykanu ma w tym ostatnim temacie inne zdanie. Dlatego też zaskoczenia nie było, kiedy Sala Stampa w trzech językach opublikowała kluczowe zdania: "poruszono także tematy będące w zainteresowaniu obu stron takie, jak promocja rodziny w aktualnym kontekście społeczno-kulturalnym i przyjmowanie uchodźców". Każdy dziennikarz wie, że jeśli jakiś temat pojawia się w oficjalnym komunikacie watykańskiego Biura Prasowego to nie robi się tego przypadkowo.

Oczywiście, sama pani premier (jak i jej przyboczni) ani słowem się o uchodźcach nie zająknęli. Ba, minister Kempa poszła jeszcze dalej. Niemal wprost z samolotu wpadła do TVN24 sugerują, że to polska Premier przekonała papieża Franciszka do swojego modelu polityki wobec uchodźców. Ponoć program wizyty był tak napięty, że na zwiedzanie Watykanu już nie starczyło czasu. Może i dobrze. Wszak z ostatniej wizyty na Lesbos Franciszek zabrał ze sobą trzy rodziny syryjskich uchodźców.

Widokiem żywych uchodźców i muzułmanów jeszcze by się nasza delegacja zestresowała, a przecież w Watykanie było tak miło i sentymentalnie ….

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...