Prawacko-lewacki hejt, czyli kogo z kim łączy Franciszek

O Franciszku często mówi się, że łączy ludzi. Robi to tak doskonale, że w Polsce połączył w niezadowoleniu i krytyce środowiska na co dzień od siebie bardzo odległe, wręcz odmawiające sobie prawa do istnienia. Tak, ten hejt na Franciszka ma wspólny, prawaco-lewacki rodowód. I tak dzięki kilku wyrazistym tekstom wiemy już, że papież w Polsce rozczarował: nie zapisał się do żadnej partii a nawet do sutanny nie przypina znaczka KODu. Na dodatek opowiada banały.

Wniosek: Franciszek ani nie jest taki fajny ani postępowy, bo „nie przeszkadza mu, że zagrożone jest państwo prawa, nie przeszkadza mu fanatyzm religijny szaleńców, którzy chcą całkowicie zakazać aborcji i skazywać kobiety na cierpienie, a w niektórych wypadkach (gdy będą chore) na śmierć”.



Paradoksalnie podobnie go widzą (choć z zupełnie innego powodu) po drugiej stronie barykady, gdzie wyrazisty publicysta ma już dość swoistej bezradności jaką prezentuje Franciszek. Ergo: chyba jest zwyczajnym mięczakiem bo nie ma też ochoty na ubranie ciężkiej zbroi i wezwanie do nowej krucjaty. Konkluzja jest zatem oczywista: "zamiast stanąć na czele obrony zachodniego świata przed inwazją, papież wygłasza łzawe katechezy". Brzmi znajomo, niczym echo zrozpaczonego ucznia z Ewangelii („a myśmy się spodziewali” i tylko gdzieś między wierszami można już sobie doczytać wniosek: jak tu iść za takim liderem?

Dziś, po Częstochowie obie grupy krytyków Franciszka swoje rozgoryczenie jeszcze pogłębią – znowu nie było nic o polityce i naszej lokalnej bieżące, znowu nie ogłosił jakiegoś wielkiego planu rekonkwisty, znowu mówił tylko o Bogu. Na dodatek takim, który nie chce „żeby się̨ Go lękano jako możnego i dalekiego władcy, nie chce przebywać́ na tronie w niebie czy w podręcznikach historii, ale pragnie schodzić́ w nasze codzienne wydarzenia, aby iść́ z nami”.

Jest coś wspólnego w tych publicznie wyrażanych pretensjach i frustracjach. Skrajne głosy z prawa i lewa brzmią podobnie i mają ten sam wspólny mianownik: widzą Franciszka w roli karbowego który ma dawać po uszach i bić po łapach, tylko różnią się tym kogo chcieliby tak przykładnie "poodkładać".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...