POPULARNE Staliśmy się "Chińczykami Europy". Biedniejemy

SZEPTY NA CHÓRZE

Blog o tym co ważne w Kościele i okolicy

ksiądz i publicysta

Co uwodzi księży

Wolność słowa jest jednym z najwspanialszych osiągnięć demokracji i praw społeczeństwa obywatelskiego. To głos „wolny, wolność ubezpieczający”, żeby zacytować klasyka. Także wolność słowa w Kościele, która niczym barometr pokazuje jakie są bolączki, problemy czy potencjalne albo i realne kłopoty.

Od lat z tego prawa sam korzystam uważając, że nawet w krytyce, nie ma nic zdrożnego jeśli dyskusji przyświeca faktyczna troska o sprawę, a nie tylko przysłowiowe bicie piany. To właśnie dlatego uważam, że miejsce debaty jest w tych mediach, które są oglądane, słuchane i czytane, i wcale nie muszą być „nasze”. Do kogo należą jest sprawą drugorzędną. Jak mi się wydaje taką wizję debaty publicznej, także o Kościele i religii, przyjmuję coraz więcej osób, w tym również, co mnie szczególnie cieszy, duchownych.

Dlatego z tym większym zdziwieniem przeczytałem donos na księdza Wojciecha Lemańskiego zamieszczony przez jego diecezjalnego kolegę „po fachu” ks. Henryka Zielińskiego, notabene szefa tygodnika „Idziemy”, pisma katolickiego diecezji warszawsko-praskiej. Gdyby autor tekstu ograniczył swoją krytykę „medialnych występów” ks. Lemańskiego do merytorycznej oceny publicystyki swego współbrata czy też zrecenzował styl w jakim ks. Lemański prezentuje swoje poglądy nie miałbym żadnej pretensji. Zwłaszcza, że debata z jego udziałem i małżeństwem państwa Terlikowskich w programie T. Lisa do najbardziej udanych nie należała. Zresztą, każdy kto wypowiada się publicznie, zwłaszcza osoba duchowna, musi się liczyć z poddaniem swojego wystąpienia pod ostrzał krytyki i publicznej debaty. Jednak księdzu Zielińskiemu nie podobają się nie tylko poglądy ks. Lemańskiego(do czego ma prawo) ale przede wszystkim to w jakich mediach występuje. A te media to oczywiście ulubiona przez prawicowych publicystów „trójca”: Lis, GW i TVN. Są one w tej optyce z gruntu złe, antykościelne i na dodatek działają „jak narkotyk” uzależniając występujących w nich księży. A po co ci nieszczęśni księża tam się pchają? Ksiądz Zieliński tłumaczy to tak: „Daje [to] poczucie znaczenia, a pęd do znaczenia jest według Ericha Fromma bardziej fundamentalny nawet od popędu seksualnego. Chorobliwe parcie na szkło, przed mikrofon, na łamy gazet czy na internetowe portale, jak każde inne uzależnienie odbiera rozsądek i nawet księdza zmienia w klauna, gotowego powiedzieć każde głupstwo, byle tylko zaistnieć”. Wprawdzie autor publikacji zapomina, że on sam również ulega podobnej fascynacji medialnej, ochoczo przyjmując zaproszenia nawet do osławionego TVN-u ale znacznie lepiej czuje się pewnie jako „dyżurny” ksiądz braci Karnowskich (żeby posłużyć się publicystyczna kalką).

W całej dyskusji jaką tekst ks. Zielińskiego pewnie wywoła nie chodzi jednak o to gdzie który duchowny może się pojawić i mu wolno powiedzieć. W tekście, który już dziś możemy przeczytać w Internecie, a który pewnie za chwile będzie wstępniakiem w tygodniku drukowanym, najważniejsze jest wezwanie skierowane przez ks. Zielińskiego do zrobienia z ks. Lemańskim porządku. przez szefa obu kapłanów, czyli abp Hozera.

Znając pewne mechanizmy wewnątrzkościelne śmiem wątpić, że ten tekst po prostu ks. Zielińskiemu się przyśnił. Nie chce mi się też uwierzyć, że jest jedynie wyrazem świętego oburzenia, że kolega wyszedł przed szereg. Jego kościelno-emocjonalny charakter, a nade wszystko ciągłe szafowanie hasłami w stylu „co komu i gdzie wolno powiedzieć”, ma bardzo konkretny przesłanie. Jest nim uciszenie ks. Lemańskiego albo wręcz jego degradacja.

Co więcej, jestem prawie przekonany, że stosowny dokument już jest przygotowany i leży gdzieś na biurku w kurii diecezji warszawsko-praskiej. Może nawet są dwa: kara dla ks. Lemańskiego i podziękowanie za czujność dla jego krytyka.

Link do tekstu ks. Zielińskiego http://www.fronda.pl/a/ksiadz-uwiedziony-czyli-co-zrobi-arcybiskup-hoser-z-ksiedzem-lemanskim,28153.html

Wszystko o Kościele, księżach i religii w naTemat:

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KościółReligiaKsięża

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej